[PL] MVP okiem nie-MVP, aczkolwiek…


Temat samego MVP wraca cyklicznie (kwartalnie), więc postanowiłem się podzielić swoimi przemyśleniami. Laureatów MVP Award w Polsce mamy od jakiegoś czasu, o czym już na WSS pisał Karol Stilger. Osób z tytułem w Polsce jest paru i wielu z nich powinno być szerzej znanych nawet jeśli poszczególną ich specjalnością się nie interesujecie (choćby poprzez wydarzenia, które organizują, czy udział w różnych konferencjach).

Ich subiektywne zdanie na temat MVP na stronie “widziane oczami MVP” możecie poznać tutaj. Z wieloma MVP został przeprowadzony wywiad, więc możecie się też zapoznać z ich wypowiedziami niekoniecznie związanymi z samym programem.

Jak ja osobiście widzę temat? Zacznę od oficjalnych stron: warto spojrzeć na stronę: http://mvp.support.microsoft.com/ i zapoznać się z programem MVP.

Już pierwsze zdania kładą duży nacisk na najważniejsze elementy:
”Microsoft Most Valuable Professionals (MVPs) are exceptional technical community leaders from around the world who are awarded for voluntarily sharing their high quality, real world expertise in offline and online technical communities. Microsoft MVPs are a highly select group of experts that represents the technical community's best and brightest, and they share a deep commitment to community and a willingness to help others.”

Zgodnie z tym stwierdzeniem ciągle zdania nie zmieniłem. Pomimo rozlicznych benefitów uważam, ze Nagroda MVP Award sama w sobie jest nie tylko nagrodą, ale przede wszystkim dodatkowym obowiązkiem. Obowiązek ten jeśli jest potraktowany poważnie i sumiennie to moim zdaniem automatycznie przeradza się w dodatkowy benefit. Benefit, który jeśli umiecie wykorzystać otwiera wiele bramek.

Formułując trochę inaczej, dla mnie pierwszym i oczywistym warunkiem jest techniczna wiedza kandydata. Tutaj trudno założyć, że ktokolwiek z MS, kto przeprowadza selekcję angażuje się w serię  “rozmów kwalifikacyjnych” z każdym kandydatem.
Nie ma to przecież najmniejszego sensu (zwłaszcza, że w niektórych przypadkach wasza wiedza specjalizuje się w tematach, gdzie wierze, że wielu ludzi z MS może się tylko uczyć lub zgadywać. Natomiast w połączeniu z drugą częścią, czyli “community leader” już można próbować wyrobić sobie zdanie.

Informatyka to taka dziedzina nauki i rzemiosła, w której każda osoba, która ceni swoją wiedzę i doświadczenie ma swoje EGO na temat zawodowego “ja”. I bardzo dobrze, trzeba się cenić, czasem nawet na granicy bezczelności. Jeśli założę, że spotka się takich pięciu speców, z dużym EGO i wiedzą to już sobie wyobrażam jak to łatwo się zgadzają, który ma rację. I tutaj wychodzą proste sprawy. Skoro mamy osobę, uznawaną przez społeczność specjalistów za lidera to oznacza, że ta osoba umiała przekonać innych do swoich umiejętności i autorytetu. To oznacza, że EGO egiem, jeśli istnieje to nie jest toksyczne tylko konstruktywne. I oto chodzi. Skoro MVP ma być liderem społeczności, wzorem zarówno technicznym jak i osobowościowym to musi umieć sobie zaskarbić innych ludzi. Argument, właśnie poprzez swoją wiedzę i doświadczenie.

Nie muszę mieć wiedzy Tomka Kopacza, aby poznać i zweryfikować jego opinii na rynku, prawda? Słowa EGO i obowiązek tutaj może trochę niefortunnie padły i nie zrozumcie mnie źle, to o co mnie się najbardziej rozchodzi to fakt czy mamy do czynienia z osobą, która poza swoja wiedzą dobrze rozumie odpowiedzialność społeczną i będzie mogła stanąć frontem do wielu innych i być odpowiednio przez nich zidentyfikowana z jednej strony, z drugiej strony umiejąca sprostać wymaganiom tej społeczności. Bo to tak naprawdę nie jest obowiązek, który Microsoft chce dla swojego widzi mi się nadać nagrodzonemu. To obowiązek, który Microsoft bacznie obserwując społeczności chce nadać odpowiedniemu kandydatowi w imieniu tejże właśnie społeczności. W imieniu potrzeb jakie społeczności mają. Jedyny kierunek jaki Microsoft może chcieć nadać to arsenał technologii jakimi dysponujemy i jakimi poprzez MVP chcielibyśmy się sprawniej podzielić z wami.

Piszę Microsoft, ale to tak naprawdę moja własna subiektywna opinia, poniekąd jako pracownika MS, który nie ma w żaden bezpośrednio sposób do czynienia z procesem nominacji i nagród MVP Award. Pracując jednak już chwilkę w MS pozwoliłem sobie napisać to swoje prywatne zdanie, które zapewne nikomu gwarancji nie daje. Nikogo też nie skreśla.

Paweł Potasiński napisał, że w jego opinii ani społeczność ani osoby w Microsoft nie rozumieją tytułu jednoznacznie. Może trochę prawdy w tym jest, a może nie.. Jakkolwiek by nie było uważam, że to akurat dobrze, jeśli każdy współpodejmujący ma inne zdanie i oczekiwania wobec idealnego kandydata. Jakby każdy miał tę samą opinię to życie było by nudne i nigdy nie dokonywalibyśmy żadnych zmian (tych na dobre i tych *tfu tfu* na złe).

To co na pewno jest wspólne dla wszystkich to mam nadzieję, że fakt, iż każdy kto dzierży ten tytuł, to pomoc dla MS i przede wszystkim dla społeczności. Pomoc w czym? Oczywiście w budowaniu jeszcze silniejszej społeczności, która chce się rozwijać zarówno jako pod kątem kompetencji technicznych z coraz większej ilości tematów jak i jako grupa sama w sobie.

Przykładowym owocem tego drugiego jest chociażby konferencja C2C. Szacun za nią.

Wspomniałem o ukrytych benefitach jeśli tę odpowiedzialność i obowiązek potraktujemy sumiennie:
Rozpoznawalność Można do tego podejść jednosezonowo i dożywotnio chwalić się, że kiedyś się tam było jakimś MVP czy coś takiego :). Ja sprawę stawiam inaczej, dlaczego nie myśleć długoterminowo.. Żyjemy w branży, w której łatwo być zapomnianym i łatwo przegapić jedną krytyczną zmianę technologiczną, przez którą nasza kariera może się diametralnie zmienić.
Jeśli chcę być uznawany za specjalistę, doradcę i mentora to niestety, czy mam ten tytuł czy nie, jest to ciągła praca. Autorytet trudno się buduje, łatwo stracić. Jeśli podjęliśmy się tej ścieżki raz to fajnie jest ją utrzymać, z tytułem lub bez. Tego nie da się osiągnąć patrząc w lustro. Jak się uda to jest szacunek wśród społeczności i pracodawców. Pojawiają się wydarzenia, do których w końcu mamy dostęp, poznajemy wybitnych ludzi wokół i takiego networkingu nie wolno wręcz niedoceniać. Dziś mogę być liderem wybranej grupy .NET, “jutro” mogę mieć keynote na Tech*Ed. Czy da się to zrobić w jeden sezon? Wydaje mi się, że nie. Czy warto o takich rzeczach marzyć.. ja tam mam swoje marzenia i się ich nie wstydzę, najwyżej się nie spełnią 🙂

W paru wypowiedziach wokół MVP zasłyszałem kwestię “za darmo”. Dotyczyła tego, że ten obowiązek MVP to tak naprawdę wolontariat. Nie lubię tego stwierdzenia z jednego powodu.  Osobiście nie wierzę, że cokolwiek jest za darmo. Pytanie gdzie jest poświęcenie, a gdzie korzyści i jak wygląda między nimi równowaga. Kosztem i poświęceniem tutaj oczywiście jest praca do wykonania. Natomiast ja osobiście jak spojrzę chociażby na trzy wytłuszczone powyżej hasła wcale nie uważam, że jest to “za darmo”. Sprytny człowiek, który dobrze rozumie powyższe hasła powinien widzieć, że dla przykładu:
* jeśli lubi lub chciałby spróbować może napisać książkę i na bazie autorytetu i koneksji może łatwiej uda mu się zamknąć projekt z sukcesem zarówno finansowym jak i w kwestii samego wyzwania
* Będzie zapraszany na konferencje i wydarzenia i będzie miał z tego namacalne benefity, nie dlatego, że on tak chce, tylko dlatego że “oni” (organizatorzy) go chcą za wszelką cenę. Wyzwanie… hah.. prawda? Jak doprowadzić do tego, że druga strona uzna, iż jestem niezbędny.
* Może z łatwością znajdzie pracę w miejscu, o którym wcześniej nawet nie myślał.

To tylko pomysły, wydaje mi się, że najbardziej oczywiste, natomiast faktem jest, że żyjemy wśród ludzi i sztuką jest mieć namacalne benefity z nienamacalnych argumentów (poza tymi oczywistymi, które leżą na półkach sklepów). Moim zdaniem aktywne uczestnictwo w tej czy innej społeczności (i tutaj nie mówię tylko o społecznościach w kontekście IT), jest jawnym dowodem na to, że takie cechy w życiu się dostrzega i uznaje za wartości.

Ja uznaję i nie raz nadawały zaskakujący (pozytywnie) tor w moim życiu. 

.. a czy dla was ma to jakikolwiek sens?


Comments (0)

Skip to main content