[PL] Ja, Irena, ja – czyli ja i moje Halo :D


Po krótce.

Nie jestem pewien czy jestem kolejną ofiarą tego astronomicznego budzetu na reklamę i cały ten "hype" wokół HALO. Wydaje mi się, że nawet pomimo mojej fascynacji formą tego przedsięwzięcia w Warszawie jestem z natury odporny na promocje.

Może się jednak głupio tłumaczę bo odwlekany od ostatniej gwiazdki zakup Xbox'a właśnie się u mnie dokonał + oczywiście Halo 3 🙂

Mojego gamertaga możecie zobaczyć tutaj (poniżej) oraz po lewej stronie.
Każdy z nas ma swoje małe rzeczy, które go cieszą i pozwalają się uśmiechać. Ja w ten weekend usłyszałem: mały chłopiec kupił sobie kolejną zabawkę.

Przyznam szczerze po uruchomieniu konsoli i odpaleniu HALO spojrzałem na swoją półeczkę z zakupionymi do tej pory grami na PC i PS2 i lekką reką skazałem na śmierć granie na PC.
Z gier na Sonyę z 35 pudełek, które przez ostatnie lata udało mi się uzbierać, zostawiłbym góra PIĘĆ.

Nie wiem, czy jestem z tych dla których HALO to kolejna mitologia, w którą należy uwierzyć, jednak gra jest bardzo przyjemna to raz. Pożyczone parę tytułów od znajomego spowodowało (to dwa), że w domowym zaciszu już testowałem jakim to jestem (albo wannabe) wirtuozem gitary. I to jest mój mały startup. Poza tym poszedłem na wojnę (Call of Duty 3).

Podłączenie do Live'a spodowodało nowy impuls wrażeń. Wiem, że Ameryki nie odkrywam ale to, że mogę sobie siaść i w tle ściągnąć trailer i demo jakiegoś nowego tytułu to jest must-be teraz dla mnie. Podejrzewam, że żadnej gry (chyba, że znowu mnie chwyci jakiś megaspontan) nie kupię jeśli nie zobaczę grywalnego dema właśnie via Xbox-live.
Bardzo dobra metoda ewaluacji.

No ale kolejna rzecz - achievementy. To jest szatański wynalazek! Od zawsze, kiedy sięgałem po gry komputerowe to tylko dla rozrywki samej w sobie. Zmarnować trochę czasu skacząc, strzelając, wymyślałąc taktykę, odkrywając kolejne niuanse mega-ciekawej fabuły.


To są te kategorie, które mogłem śmiało przypisać sobie w kwestii motywacji. Teraz bronię się przed kolejną, w świecie xbox'a nazwaną "Achievement Whore". Na razie w praktyce mi to nie grozi z tymi 100-paroma punktami ale w kwestii logiki podejmowania decyzji jak widzę w grze achievement za wykonanie jakiegoś ultra-głupiego skoku czy przebiegnięcie przez całą misję bez jednego strzału w Call of Duty (gra - strzelanina podczas drugiej wojny światowej) to zaczyna się szaleństwo.

Urlopu nie wziąłem, żeby nie było. Weekend się skończył i pamiętam o swoich obowiązkach, jednakże odkładaną przez ponad pół rok decyzję - w końcu wykonałem 😀


Mission accomplished czy jak kto woli achievement unlocked! 🙂
-


Comments (4)

  1. Toread says:

    W końcu! Gratulacje.

  2. A ja tam wciąż uważam, że sam sprzęt to sprawa zupełnie wtórna. Abstrahując od kosztów, z przyjemnością siadam sobie do nowych tytułów na PC. Pad, kierownica (eh, gdyby jeszcze tylko potężny telewizor…) i hardware jest skutecznie buforowany. Mam natomiast takie 2 wrażenia: jeśli gra rozpoczyna swój żywot od razu na kilku platformach to wypasiony pecet radzi sobie przynajmniej równie dobrze jak jak konsole. Jeśli natomiast gra jest konwertowana po kilku miesiącach, to zwykle niezależnie od tego jakim blockbusterem była, wygląda nieco k$%)$ato. Ze względów politycznych nie będę tu posługiwał się jakimiś przykładami 😉

  3. Miałem odpowiedzieć na komentarz Michała w następnym komentarzu, ale uznałem, że odpowiedź nadaje się

Skip to main content